Dziś Bubinka kończy 5 miesięcy a ja coraz częściej słyszę pytania: "A ty ją jeszcze karmisz piersią?", "Ale dajesz jej już jakieś zupki?", "Nie podajesz jej żadnych herbatek?", "Nawet wody?" A ja wciąż uparcie odpowiadam, że karmię córkę wyłącznie piersią, bez dopajania jej czymkolwiek i bez podawania kaszek, zupek i innych deserków. Dlaczego to tak dziwi? Wciąż słyszę "dobre rady", że powinnam jej już powoli wprowadzać inne potrawy, żeby poznała inne smaki i żebym chociaż to "biedne" dziecko poiła herbatką albo chociaż wodą, kiedy ma czkawkę albo są upały. A ja matka wyrodna tylko cycem karmię i bezczelnie jem przy dziecku a ono patrzy i "też by chciało a mama nie da"...
Do tego czytam te różne poradniki na temat rozwoju niemowlęcia i w każdym już przy czwartym miesiącu jest obszerny tekst na temat rozszerzania diety. Dlaczego jest takie parcie na to, żeby już tak wcześnie podawać dziecku co innego niż mleko matki? Gdy tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca karmienie WYŁĄCZNIE piersią przez pierwszych sześć miesięcy życia dziecka oraz kontynuowanie karmienia piersią do drugiego roku lub dłużej przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów stałych.* Gabrielle Palmer w swojej książce "Polityka karmienia piersią" wypisuje jeszcze ostrzejsze teorie poparte dokumentami WHO:
"Uzupełnianie diety dodatkowymi porcjami mleka modyfikowanego, owsianki, wody, soków i herbatek "dla dzieci" może prowadzić do choroby. Podawanie dziecku czegokolwiek poza mlekiem matki przed ukończeniem przez nie szóstego miesiąca życia zwiększa ryzyko infekcji, alergii i śmierci."**
No i właśnie wspomniana Gabrielle Palmer w swojej książce opisuje wyrafinowane techniki manipulacyjne, które stosują wielkie korporacje by przekonać matki, że ich mleko jest niewystarczające dla ich dzieci i że najlepiej, żeby karmiły pociechy mieszankami mlecznymi, zupkami, deserkami i soczkami tych właśnie wielkich znanych producentów. No tak, pieniądze!
Dlaczego mam specjalnie miksować jedzenie albo kupować już gotowe papki w słoiczkach i podawać je łyżeczką córce, która NIE JEST JESZCZE GOTOWA na przyjmowanie stałych(sic!) pokarmów? Skoro dziecko samo nie jest w stanie wziąć kawałka jedzenia rączką do buzi, rozdrobnić i połknąć, to znaczy, że nie jest gotowe na rozszerzanie diety. Te umiejętności zdobywa mniej więcej po ukończeniu szóstego miesiąca życia, więc wcześniej nie są mu potrzebne, bo wystarczy mleko. Stałe pokarmy to jak sama nazwa wskazuje stałe a nie rozpaprane. Moja córka próbuje różnych smaków w moim mleku a inne formy jedzenia pozna za miesiąc i to nie tylko inne smaki i kolory, ale też inne konsystencje. Nie dam zarobić papkowym magnatom!
Herbatek i wody moje dziecię też jeszcze nie potrzebuje. W
piersi ma i pokarm i napój. Na upały też odpowiedni. A czytaliście
skład herbatek "dla dzieci" np. Hipp? Po pierwsze glukoza (cukier!)
potem dopiero zioła i to nie więcej jak 3,4%! W herbatkach Bobovity
wygląda to jeszcze gorzej. Brak słów...
*WHO "Globalna Strategia Żywienia Niemowląt i Małych Dzieci"
** Gabrielle Palmer "Polityka karmienia piersią", str. 63