Moje stanowisko w sprawie Mikołaja jest jasne. Nie mogę przekazać dziecku czegoś, w co sama nie wierzę. Nie mam zamiaru oszukiwać Bubinkę, że Mikołaj przynosi prezenty. W zamian za to dostaje podarunki od bliskich, opowiadam skąd się wziął taki zwyczaj i kim był Mikołaj biskup Miry. Tak, biskup a nie czerwony pajac z Coca Coli.
Wczoraj babcia chciała zrobić wnuczkom frajdę i zaprosiła je na spotkanie z Mikołajem do domu parafialnego. Miałam nadzieję, że skoro to przy kościele, to chociaż będzie tam pan przebrany za biskupa. Niestety był to ten komercyjny przebieraniec, który oczywiście oznajmił, że prezenty ma tylko dla grzecznych dzieci. Spytał, czy wszystkie były grzeczne i czy aby na pewno. Och, jak ja nie lubię tego określenia! Co to w ogóle znaczy być grzecznym? Pewnie cichym, potulnym, posłusznym, poddanym, bez własnego zdania. Tego chcemy dla naszych dzieci? A potem nagle chcemy, żeby dały sobie radę w życiu, były odważne, przebojowe, asertywne. Gdzie tu logika? Precz z byciem grzecznym! Poza tym prezent dany w nagrodę za bycie grzecznym, nie jest już prezentem. Jest właśnie nagrodą za coś. Prezenty dajemy komuś, aby okazać uczucia, aby sprawić komuś przyjemność, bez żadnych warunków.
Poza tym po wczorajszym spotkaniu naszła mnie taka myśl, że to niezła fucha dla
pedofila. Przebierze się taki za Mikołaja i może bezkarnie brać dzieci
na kolana i pomacać ukradkiem. Temu wczoraj źle z oczu patrzyło. Może nie był pedofilem, ale podejścia do dzieci nie miał za grosz. Na szczęście Bubinka nie chciała nawet na niego spojrzeć. Wcześniej świetnie bawiła się z elfem, ale jak pojawił się Mikołaj, to chciała wracać do domu. Kurczowo się mnie trzymała i odwracała głowę, kiedy odbierałyśmy prezent. Podarek zainteresował ją dopiero, gdy była daleko do tego przebierańca. Inne dzieci też niezbyt chętnie podchodziły do tego pana. Były wyraźnie onieśmielone, a niektóre na siłę posadzone na kolanach Mikołaja nie wyrażały zadowolenia. A były to dzieci w naprawdę różnym wieku, od dwulatków do nastolatków. Z pewnością poczuły magię świąt i będą miały piękne wspomnienia z dzieciństwa...
Czy pozbawiając córkę wiary w Mikołaja odbieram jej część dzieciństwa? Czy odbieram jej magię świąt? Moim zdaniem nic z tych rzeczy. Jestem z nią szczera, uczę historii i kultury, pokazuję radość dawania. To jest magia!
TU możecie przeczytać więcej wypowiedzi osób z podobnym podejściem do kwestii Mikołaja.










