wtorek, 14 stycznia 2014

Dwa lata

W sobotę Bubinka skończyła dwa lata. Dwa lata! Kiedy to minęło? Pamiętam jeszcze jak ją rodziłam, jak pierwszy raz ją przytuliłam. Takie bezbronne maleństwo, choć jak na noworodka wcale taka mała nie była. A teraz to śliczna, rezolutna dziewczynka. Jak porównuję zdjęcia z roczku i te teraz, to wizualnie niewiele się zmieniła. Nieco urosła tylko. Ale nowymi umiejętnościami może się pochwalić.

Bubinka biega, skacze, tańczy, wchodzi po schodach, wspina się na meble.

Mówi dużo i wyraźnie. Buduje zdania i całe opowiadania. Wspomina wydarzenia sprzed kilku dni. Zaczyna fantazjować ("Tam piesek siedzi i szuka wielbłądów"). Liczy do trzynastu z pominięciem dwunastki.

Mówi "dzień dobly", "czeeeść!", "do widzenia", "papa", "plose", "dziekuje", "peplaszam" .

Śpiewa: "Jedzie pociąg z daleka", "Stary niedźwiedź mocno śpi", "Kółko graniaste", "Mam chusteczkę haftowaną", "Aaa kotki dwa", "Wlazł kotek", "Sto lat" i pewnie jeszcze coś.

Mówi sama wierszyk "Baloniku mój malutki" i kilka innych z czyjąś pomocą.

Modli się "Panie Jezu, stróżu mój".

Potrafi się przedstawić. Zna imiona członków rodziny. Mówi i pokazuje ile ma lat, choć nie zawsze poprawnie. Ostatnio powiedziała, że ma lat dwanaście ;)

Wie, co jest jej, co mamy, co taty. Używa zaimków zamiennie z imionami. Czasem mówi: "To jest Bogusi" a zwykle zaraz potem "To jest moje" dla podkreślenia pokazując palcem na siebie.

Pokazuje i nazywa części ciała: głowa, oczka, uszka, nos, buzia, zęby, język, policzki, broda, czoło, włosy, szyja, plecy, ręce, pachy, łokcie, dłonie, palce, brzuszek, pępek, cycuszki, pupa, cipka (pipka), nogi, kolanka, kostki, stópki, piętki.

Rozróżnia i nazywa kolory, rozróżnia kształty, rysuje kreski, kółeczka i kropki.

Karmi i usypia lale i misie. Buduje wieże z klocków, układa puzzle. Rozpoznaje takie same obrazki.

Je coraz więcej. Świetnie posługuje się łyżeczką i widelcem. Bez problemu pije z kubka bez rozlewania. Jeśli jej się zdarzy wylać, to albo specjalnie eksperymentuje albo przypadkowo coś strąci, ale raczej nie przez niezgrabność. Po skończonym posiłku bawi się resztkami, rwąc je na kawałeczki i rzucając na podłogę albo wrzucając do kubka z piciem i taplając w nim rękami. Potrafi powiedzieć, co ma ochotę zjeść i wypić, kiedy ma dość a kiedy chce dokładkę.

Potrafi zdjąć czapkę, rękawiczki, golfik, bluzę/sweter na zamek, skarpetki, pieluchę. Potrafi założyć golfik i czapkę.

Chętnie pomaga, kiedy się ją poprosi.

Wyraża swoje zdanie. Przychodzi się przytulić. Czasem kiedy ja chcę ją przytulić albo pocałować a ona nie ma ochoty, to potrafi odmówić.

Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów z innymi dziećmi. Do dorosłych podchodzi zwykle z większą rezerwą, ale po chwili też łapie kontakt.

Żeby jednak nie było tak ach i och, to niestety Buba nauczyła się też kląć. Jak jej coś nie wychodzi, mówi: "kude!", wręcz powtarza wielokrotnie. Czasem zdarzy się też powtarzać "kude maać!".

Pewnie jeszcze wiele innych rzeczy moja Bubinka potrafi, ale nie sposób teraz wszystko sobie przypomnieć i wymienić.

środa, 8 stycznia 2014

Ograniczenie karmień

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad odstawieniem Bubinki od piersi. Nie chciałam jeszcze tego robić, ale zauważyłam, że robię się coraz bardziej zmęczona i nerwowa. Bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, krzyczę, płaczę. Nie jest to dobre ani dla mnie ani dla otoczenia. Ciąża i karmienie to duże obciążenie dla organizmu a jeszcze muszę mieć siły do innych spraw. Szczególnie więc nocne karmienia mnie dobijały, bo chciałabym się wyspać. Do tego niedawno moje sutki zrobiły się okropnie wrażliwe. Już się cieszyłam, że nie jest tak jak w pierwszej ciąży, że jeszcze test nic nie pokazał a ja nie mogłam dotknąć piersi, bo tak bolały. Ale ta wrażliwość jednak przyszła, choć dopiero w 6 tygodniu ciąży, i sprawia, że karmienie nie jest już tak przyjemne. To wszystko dało mi do myślenia. Chciałabym karmić dłużej, może całą ciążę a potem tandem, ale w imię idei męczyć się nie będę.

Bogusia jest zakochana w cycusiach, więc trzeba podejść do sprawy bardzo delikatnie. Póki co odstawiam Bubę od nocnych karmień. Daję jej pierś do snu a potem dopiero rano. Jak się obudzi i chce cycy, to mówię, że cycusie śpią i mleczko będzie dopiero rano, że ja też jestem zmęczona i chcę spać. A teraz może się położyć obok mnie, przytulić misia, zamknąć oczka i spać. Zwykle jest płacz, ale bardzo krótko, potem jednak się kładzie i zasypia. Chyba rozumie. Na razie więc zostało karmienie poranne, wieczorne i do drzemki, choć to też nie zawsze, bo czasem nie śpi wcale w dzień a czasem zasypia inaczej (w aucie, w wózku, przy tacie, przy bajkach z dziadkiem albo na rękach babci).

Kiedyś pisałam, że moje minimum to dwa lata karmienia i w sobotę dobijemy do tej dwójki a co potem to się zobaczy. Póki co 2-3 karmienia na dobę mi odpowiadają, więc może jednak pociągniemy to dalej.

sobota, 4 stycznia 2014

Idzie Nowe w Nowym Roku

Witajcie w Nowym Roku! Co u nas nowego? Ano święta minęły całkiem przyjemnie. Wigilię spędziliśmy jak co roku u moich rodziców piętro niżej. W pierwsze święto byliśmy u teściów a drugie znów u rodziców. Jedzenie smakowało, prezenty trafione, rodzinna atmosfera. Tak jak lubię.

Bogusia dostała od babci sukienkę z Hello Kitty, więc problem kreacji na drugie urodziny rozwiązany. A jak już sukienka, to poszłam za ciosem i zamówiłam u siostry tort urodzinowy z kotkiem a sama wyprodukowałam tematyczne zaproszenia. Tak się prezentują


Sylwestra spędziliśmy na domówce u siostry. Były trzy pary z dziewczynkami (14, 23 i 26 miesięcy). Spokojna imprezka bez szaleństw. Jedynie dzieciaki wyszalały się w zabawie i padły jakoś po 21:00. Bubinka się obudziła tuż przed północą na mleczny toast, ale jak zaczęli strzelać fajerwerkami to już smacznie spała przy piersi. Ja siłą rzeczy powitałam więc Nowy Rok w łóżku. Kuzynka i koleżanka przespały huki niewzruszone.

Co do noworocznych postanowień, w tym roku mam jedno - nic nie postanawiać ;) Ten rok zapowiada się niełatwo, ale ciekawie. Część z Was już wie, część może się domyśla a część nawet nie podejrzewa. Przyznam się więc oficjalnie, że spodziewamy się rodzeństwa dla Bogusi! Jestem podekscytowana i pełna nadziei. Ufam, że wszystko będzie dobrze i w sierpniu szczęśliwie powitamy nasze maleństwo na świecie.

wtorek, 24 grudnia 2013

Cicha Noc

Kochani, w ten wigilijny dzień życzymy Wam prawdziwie rodzinnych, ciepłych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Blask choinki, dźwięk kolędy, zapach piernika i smak wigilijnych potraw niech będą piękną otoczką dla prawdziwego świętowania. Niech w Waszych domach panuje miłość, bliskość, serdeczność. Niech szerzy się Dobra Nowina a nowo narodzony Boży Syn Wam błogosławi!

sobota, 21 grudnia 2013

O choinka!

Jak tam u Was przed świętami? Ja już mam prawie wszystko. Porządki zrobione, okna pomyte, firany poprane, pościel przebrana, kartki wysłane, prezenty kupione. Zostało je tylko popakować. Większość przedświątecznych obowiązków ogarnął mój kochany małżonek, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Choinka też już stoi. W tym roku poszłam na łatwiznę i nie zrobiłam żadnych nowych ozdób. Wykorzystałam zeszłoroczne aniołki, powiesiłam też orzechy i laski cynamonu, ale żeby choć trochę nasze drzewko było kolorowsze, to zawiązałam na gałązkach kolorowe kokardki. Bogusia powiesiła też aniołka, którego zrobiła w klubie malucha. W tym roku nasza choinka prezentuje się tak:

  
Już powoli czuję klimat świąt.

wtorek, 17 grudnia 2013

Warsztaty "Przestań narzekać, zacznij działać! Jak znaleźć idealną pracę, kiedy jesteś mamą?"

W sobotę 30. listopada w ramach projektu "Aktywne Mamy" odbyły się w Czerwionce warsztaty "Przestań narzekać, zacznij działać! Jak znaleźć idealną pracę, kiedy jesteś mamą?” Prowadziły je założycielki portalu mamopracuj.pl Joanna Gotfryd i Agnieszka Czmyr-Kaczanowska z Krakowa. Wzięło w nich udział 11 mam, m.in. Piegowata Mama. Jej relację z tego spotkania możecie przeczytać TU.

Ja też wzięłam udział w tych warsztatach. Miałam wiele oczekiwań w związku z tym szkoleniem. Jak już pisałam, mam w planach otwarcie własnej działalności. Na początku spotkania zastanowiłyśmy się, po co nam praca, dlaczego chcemy pracować, jaką mamy motywację do pracy. Później opowiadałyśmy o swoich talentach, wyjątkowych umiejętnościach i mocnych stronach. Okazało się, że każda z nas ma w sobie niesamowity potencjał a jednocześnie jesteśmy tak różne o różnorodnych zainteresowaniach.

Po krótkiej przerwie w kilkuosobowych grupach zastanawiałyśmy się nad różnymi formami pracy i różnymi zawodami dla mam. A później każda z uczestniczek miała pomyśleć już tylko o sobie, co będzie dla niej osobiście najlepsze, jaki zawód pozwoli najlepiej wykorzystać własne umiejętności i jaka forma zatrudnienia będzie odpowiednia do indywidualnej sytuacji. Na koniec zrobiłyśmy plan działania do wdrożenia na najbliższe dni, tygodnie, miesiące.

To był niesamowity czas. Choć wiele mam widziało się po raz pierwszy, szybko przełamałyśmy pierwsze lody i każda bez skrępowania opowiadała o swoich mocnych stronach i dzieliła się doświadczeniem. Atmosfera była wspaniała. Różnorodne formy ćwiczeń pozwoliły nam nie tylko na zdobycie teoretycznej wiedzy, ale i na trenowanie praktycznych umiejętności autoprezentacji, pracy indywidualnej, w parach i w grupie. Myślę, że każda mama wyniosła z tego warsztatu bardzo dużo.

O tych warsztatów minęły dwa tygodnie i w ciągu tego czasu kilka rzeczy w moim życiu uległo zmianie. Między innymi nieoczekiwanie straciłam pracę i znów musiałam przejść na bezrobocie. Dodatkowo wynikły jeszcze dwie inne sprawy, o których na razie nie mogę powiedzieć, ale to wszystko jakby chce mnie popchnąć do przodu ze startem własnego biznesu. Teraz, w okresie przedświątecznym mam masę spraw na głowie, ale po Nowym Roku będę musiała na poważnie zająć się tą sprawą.

środa, 11 grudnia 2013

Keep calm and... Merry Christmas!

Jako że ostatni post wywołał dyskusję a co po niektórzy anonimowi (a jakże) komentatorzy wręcz współczują mojej córce dziwnej matki, przez którą nieboraczka pewnie nie będzie miała koleżanek i kolegów, postanowiłam, że napiszę, jak ja pamiętam z mojego dzieciństwa Mikołaja i innych prezentodawców.

Pamiętam, że nie było jakieś specjalnej napinki z okazji Mikołajek. Podobno odwiedził nas kiedyś w domu święty Mikołaj. Oczywiście to był przebrany pan. Ja i siostra byłyśmy w wieku, powiedzmy, wczesnoprzedszkolnym i nic z tego nie pamiętam. W innych latach Mikołaj działał bardzo dyskretnie podkładając podarki rodzicom do szafy lub spotykając ich w drodze z pracy. Mama potem je wyciągała i mówiła: "Spotkałam po drodze Mikołaja i kazał wam przekazać te paczki".

Większe oczekiwanie było w okolicach Wigilii. Długo wyczekiwałyśmy przy choince na pojawienie się prezentów. Potem jakoś zawsze mama pytała, czy już pierwsza gwiazdka świeci i kiedy tak siedziałyśmy przy oknie i wgapiałyśmy się w niebo poszukując gwiazdy, Dzieciątko cichaczem podkładało prezenty pod choinkę. Kiedy zbieraliśmy się przy wigilijnym stole podarki już czekały pod drzewkiem.

Odkąd jednak pamiętam, wiedziałam, że ta historia z Mikołajem i Dzieciątkiem a także z Zajączkiem na Wielkanoc to jest tak z przymrużeniem oka. Mama starała się chować podarki po szafach, zamykała się w pokoju, kiedy je pakowała i zakazywała wejścia, żeby nie przeszkadzać Dzieciątku. Od początku wiedziałam, że to taka zabawa i nie traktowałam poważnie wiary w Mikołaja i jemu podobnych. Może właśnie dlatego udało się zachować pewną magię, miłą tradycję, a jednak uniknąć rozczarowania. Myślę więc, że można to wypośrodkować, nie odbierać dziecku zabawy a jednak nie wtłaczać mu z całą powagą wiary w Mikołaja a później zastanawiać się, co powiedzieć, kiedy się wyda, że on nie istnieje.

Myślę, że pisanie listu do Dzieciątka, robienie własnoręcznie ozdób choinkowych, wspólne strojenie drzewka, wypatrywanie pierwszej gwiazdki i inne zwyczaje dają świętom swoisty urok, który jako dorośli często zatracamy. Z chęcią pobawię się z Bogusią w ten sposób. Tak, to od początku ma być zabawa, takie na niby a nie prawda objawiona, która rozczarowuje, kiedy dziecko odkrywa jak jest w rzeczywistości.

W późniejszych latach można porozmawiać z dzieckiem o tym, dlaczego u nas prezenty przynosi Dzieciątko a gdzie indziej Gwiazdor czy Aniołek. Każde święta mogą być okazją do rodzinnego ich przeżywania, do świetnej zabawy ale i nauki. Nie muszą być jedynie corocznym odtwarzaniem jednej i tej samej historii wigilijnej o Mikołaju przynoszącym prezenty grzecznym dzieciom a rózgi tym niegrzecznym.