poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Chustonoszenie w ciąży

Czy można nosić dziecko w chuście będąc w ciąży? Otóż można. Sama nie wiedziałam i postanowiłam nosić Bubinkę w Tuli póki rosnący brzuch będzie mi na to pozwalał a potem przeniosę się na wózek. Ale właśnie w odpowiednim momencie zorganizowałyśmy w naszym Klubie Mam warsztaty chustowe, na których dowiedziałam się, że dzięki chuście nadal będę mogła nosić Bogusię tak długo, jak tylko będę się dobrze czuła i z ciążą będzie wszystko OK. Na tych warsztatach nauczyłam się wiązać moją dwulatkę w plecak prosty i poznałam tzw. węzeł tybetański, dzięki któremu nic nie uciska na brzuch a całe wiązanie jest w moim odczuciu bardziej stabilne. Oczywiście musiałam dojść do wprawy w motaniu, ale Bubinka wykazała się cierpliwością i świetnie współpracowała. Każde następne wiązanie wychodziło nam coraz lepiej.


Z uwagi na to, że brzuch rośnie, dwulatka też lekka nie jest, chusty używałam na krótkie wypady na miasto, gdy miałam jechać pociągiem lub coś załatwić w miejscach, gdzie były schody lub wąskie przejścia. A na dłuższe wypady albo spacery po okolicy wolałam jednak wózek.

Jeśli kobieta jest przyzwyczajona do noszenia, czuje się dobrze a ciąża przebiega prawidłowo, nie ma przeciwwskazań do noszenia starszaka w chuście. Wystarczy wybrać wygodne wiązanie na plecach, pamiętać o dobrym dociągnięciu chusty i ruszamy przed siebie :)

Bogusię nosiłam do ósmego miesiąca ciąży (zdjęcie powyżej robione w 32tc). Teraz już tego nie robię. Ostatnio zauważyłam, że potwornie się męczę nawet przy zwykłych czynnościach domowych. Szybko dostaję zadyszki, czasem muszę przerywać pracę, żeby usiąść na chwilę i odpocząć. Te ostatnie tygodnie są dla mnie wyjątkowo ciężkie a upalna pogoda nie ułatwia sprawy. Nie czuję się więc na siłach dodatkowo się obciążać. Zdecydowanie teraz wybieram wózek lub prowadzę Bubinkę za rękę. Chusta wyprana i czeka teraz na małego chuścioszka :)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Nowy wymiar co-sleepingu

Stało się! Bubinka wyprowadziła się z naszego łóżka i śpi teraz w swoim własnym. Obyło się bez płaczu, bez rzewnych pożegnań. Wręcz przeciwnie, nowe posłanie przyjęła z ogromnym entuzjazmem. Pierwsza noc w nowym rozkładzie za nami. Nie, nie przywędrowała do nas stęskniona w środku nocy. Ja też o dziwo nie tęskniłam...

Może dlatego, że daleko nie poszła ;) Jej nowe łóżko stoi tuż obok naszego. Więc niby osobno, a jednak wciąż razem. Jedyne co się zmieniło, to że teraz zyskaliśmy więcej miejsca w naszym rodzinnym łożu. Przeszliśmy na nowy wymiar co-sleepingu. Ten wymiar to teraz 280 cm szerokości a łącznie 5,28 m kw. powierzchni do rodzinnego spania!

piątek, 1 sierpnia 2014

Karmienie piersią starszaka

Dziś zaczyna się Światowy Tydzień Karmienia Piersią. Już trzeci rok z rzędu świętuję. Bubinka ma już 2,5 roku i karmienie tak dużego dziecka wzbudza w otoczeniu wiele kontrowersji. Karmienie w ciąży również. A dla mnie to tak naturalne!

Wciąż pojawiają się pytania:

Jak długo jeszcze będę karmić Bogusię?
Nie wiem! Nie ustaliłam sobie górnej granicy. Założyłam sobie karmieniowy plan minimum - sześć miesięcy wyłącznego karmienia piersią a później do minimum drugich urodzin przy jednoczesnym wprowadzaniu posiłków stałych. Cel osiągnięty, teraz cycusiamy sobie póki jej i mnie to pasuje. Jeśli któraś z nas uzna, że czas się pożegnać z piersią, to tak zrobimy. Ciąża nie była dla mnie powodem do całkowitego odstawienia. Była to jedynie okazja do odstawienia karmienia nocnego i ograniczenia ssania w dzień. Wypracowałyśmy sobie swój rytm i to nam pasuje.

Czy ona nie jest za duża?
Nie jest za duża. Ona ma DOPIERO 2,5 roku. Dzieci w tym wieku potrzebują mleka. Nie jest ono już podstawą ich diety, ale wciąż jest bardzo ważnym jej składnikiem. A jeśli mleko, to wiadomo, że najlepsze jest mleko mamy. Świetny wpis o tym dodała ostatnio Takatycia.

Czy to mleko ma jeszcze jakieś wartości?
Tak, ma i to całe mnóstwo!


Jak to będzie, jak się pojawi Jadzia?
Z pewnością wypracujemy nowy rytm karmień. Oczywiście Jadzia będzie miała pierwszeństwo do piersi, ale i Bogusia nie będzie jej pozbawiona. Mam w końcu dwie piersi, więc jakoś się podzielą ;) Bogusia mi niedawno powiedziała: "Jadzia będzie piła z tego a ja z tego. A potem się zamienimy!" O jakie to proste! :)

To można karmić w ciąży?
Ano można. Jeśli ciąża przebiega prawidłowo, to nie ma żadnych przeciwwskazań. Szerzej pisałam o tym w pierwszym numerze Kwartalnika Laktacyjnego.

Karmienie starszaka nie wygląda tak samo, jak karmienie niemowlęcia. Moja dwulatka nie wisi mi cały dzień na piersi. Wystarczą jej te trzy karmienia, czasem nawet dwa lub jedno. Zdarzyły się dwa dni, w których w ogóle nie ssała. Potrafi zasnąć bez piersi, nawet przy mnie, chociaż zazwyczaj woli jednak cycy do snu i jest to najszybsza metoda usypiania. Czasem upomina się o pierś poza umówionymi okazjami (rano, do południowej drzemki, wieczorem do snu), ale kiedy odmawiam, potrafi to zrozumieć. Potrafi się wyciszyć, uspokoić, pocieszyć bez piersi. Wystarczy przytulenie. Nie czuję się uwiązana, spokojnie mogę wyjść bez dziecka, ono sobie poradzi. Nie karmimy się już publicznie, nie dlatego, że uważam, że już nie wypada. Tylko dlatego, że ustaliłam konkretne pory karmienia a one przypadają na czas, kiedy jesteśmy w domowym zaciszu. Nie mam więc problemu z dobierającym mi się do dekoltu dzieckiem w miejscach publicznych. Nie boję się, że im później, tym ciężej będzie odstawić. Nawet jeśli odstawienie będzie z mojej inicjatywy, to jestem pewna, że Bogusia dobrze to zniesie. Duże dziecko da sobie sporo wytłumaczyć. Świetnie rozumie. Czy robię Bubince krzywdę długim karmieniem? Że co? Jak, coś tak naturalnego miałoby być krzywdzące? Uważam, że wręcz przeciwnie! Zapewniam jej wszystko, czego potrzebuje - pokarm, poczucie bezpieczeństwa, bliskości, miłość. Nie odbieram jej samodzielności. Przecież nawet gdybym nie karmiła jej piersią i tak byłaby nie całkiem jeszcze samodzielna. Toż to małe dziecko. Nie karmię jej na siłę a pozwalam jej decydować, w jakim tempie się usamodzielnia. To takie naturalne!

czwartek, 24 lipca 2014

Zanim zdecydujesz się na dziecko, pomyśl czy nie lepiej kupić sobie lalkę

Udzielam się na różnych facebookowych grupach, choć już sporo z nich opuściłam, bo po prostu nie ogarniam tej ilości. No i co jakiś czas, a właściwie dość często, żeby nie powiedzieć na porządku dziennym, pojawiają się posty, bądź komentarze, które wprawiają mnie w zdumienie, zniesmaczenie, czasem wręcz przerażenie. Ostatnio właśnie trafiłam na takie coś (pisownia oryginalna):

"jeszcze jedno pytanko jak odzyczaic syna od noszenia na raczkach.Ma 8 dni , jak bylismy w szpitalu , to dopiero na 4 dobe dali mu jesc jak wywalczylam jedzenie na zadanie yeraz jestem w domu a on tylko chce na raczkach, powiem szczerze ze juz mam troszke dosc , a i nie karmie piersia tylko butelka."

Strasznie to smutne, wręcz przerażające! Ta mama nawet nie próbowała karmić naturalnie, tylko już w szpitalu walczyła by podali synkowi mleko modyfikowane. Strasznie to brzmi dla mnie. Jakby miała pretensję, że prawie zagłodzili jej dziecko, bo dopiero na czwartą dobę dali mu jeść a sama do siebie pretensji nie ma, że mu tego najbardziej naturalnego pokarmu nie dała. I nie dość, że pozbawia noworodka piersi, to jeszcze chce pozbawić go w ogóle bliskości. Ma JUŻ dość po 8 DNIACH! A co będzie dalej? Nie no, w tym momencie nie mogę powstrzymać się od oceniania. Ja nie wiem, co ta pani sobie myślała decydując się na dziecko. Że urodzi, położy w łóżeczku a ono będzie cały czas spało lub ewentualnie wgapiało się w karuzelę? Że nakarmi go raz na 3 godziny z butelki i przebierze pampersa a pozostały czas dzidzia nie będzie absorbować jej czasu i uwagi? Jeśli ta pani myślała, że pojawienie się dziecka nic w jej życiu nie zmieni, to się grubo przeliczyła. Dziecko, a szczególnie noworodek, jest całkowicie zależne od opiekuna. Pozostawione samo sobie zginie. To jest maleńki człowiek, który ma swoje uczucia i potrzeby. Nie potrzebuje jedynie pełnego brzuszka i suchej pieluszki, ale poczucia bezpieczeństwa w ramionach mamy, jej uwagi i miłości, dotyku, przytulania i noszenia. Ono się nie przyzwyczai! Ono się już przyzwyczaiło. Przez 9 miesięcy ciąży było z mamą nierozerwalnie złączone, wciąż noszone i kołysane, słyszało jej głos i bicie jej serca, czuło ciepło. A z chwilą porodu pozbawia się je tego wszystkiego. Brutalnie odseparowuje od siebie. Oczekuje się, żeby leżało, zajęło się sobą i nie przeszkadzało. Smutne :(

Niestety takich przypadków jest więcej. Co dzień czytam na tych forach pytania matek, jak zapchać dziecko, żeby przespało noc? Co zrobić, czym zająć w łóżeczku/leżaczku/kojcu/wózku, żeby nie trzeba było je nosić? Jakie gadżety kupić, żeby zastąpiły mamę? Butelka z mlekiem modyfikowanym, smoczek uspokajacz, karuzela nad łóżeczko z projektorem gwiazd, kołysanki z płyty, kojce, chodziki, maskotki z bijącym sercem, elektroniczne nianie, monitory oddechu i inne cuda niewidy.

Kobieto, zanim zdecydujesz się na dziecko, pomyśl, czy jesteś gotowa na to, by Twoje wygodne, beztroskie życie się zmieniło. By zmieniły się priorytety. Czy jesteś gotowa na to, by poświęcić swój czas i uwagę dziecku, które będzie od Ciebie całkowicie zależne. Pamiętaj, to jest trudna i wymagająca rola. To nie jest zabawa. Dziecko nie ma być ślicznym dodatkiem, maskotką rodziny. To człowiek! Jeśli oczekujesz, że Twój noworodek będzie tylko jadł co kilka godzin a potem najlepiej spał i nie przeszkadzał, to kup sobie lepiej lalkę. Jak Ci się znudzi zabawa, możesz ją odłożyć i wrócić do niej, kiedy Ty chcesz a nie kiedy ona będzie się tego domagać.

czwartek, 26 czerwca 2014

Pieluszkowy stosik noworodka

Obiecałam się pochwalić wyprawką pieluszkową Jadzi. Wszystko już wyprane i poukładane czeka na małą pupkę ;)


W skład stosika wchodzą pieluszki noworodkowe kupione jako nowe i używane. Wszystkie one size odziedziczone po Bogusi. Bubinka miała tego więcej, ale zostawiłam tylko te najlepsze, resztę już sprzedałam. Pieluchy tetrowe i flanelowe są nie tyle po Bubince, co nawet po mnie i mężu ;) A więc po kolei:

2 otulacze PUL S Pupeko (nowe)
1 otulacz PUL S Milovia (używany)
1 otulacz PUL S Kokosi (używany)
1 otulacz PUL S/XS Ecodidi (nowy)

2 otulacze wełniane S/XS Ecodidi (używane)
2 wpinane kieszonki S/XS Ecodidi (używane)

2 kieszonki PUL S/XS Ecodidi (nowe)

2 formowanki z kieszonką S/XS Ecodidi (używane)
2 formowanki z kieszonką S Baby Jungle (nowe)
1 formowanka bambusowa S ZufiZo (używana)
2 formowanki bambusowe S Kokosi (1 używana i 1 nowa)
5 formowanek welurowych S Kokosi (1 używana i 4 nowe)
5 formowanek bawełnianych S Kokosi (nowe)
3 formowanki bawełniane Newborn Ecopi (używane)

3 prefoldy bambusowe S Pupeko (po Bubince)

3 wkłady składane bambusowe Ecodidi (używane)
8 wkładów bambusowych S Ecodidi (używane)
1 wkład z mikrofibry S Ecodidi (nowy)

2 wkłady do otulaczy S Milovia (używane)
2 małe wkłady bambus/mikropolar Pupus (używane)
2 wkłady S Baby Jungle (nowe)

 
3 klamerki Snappi (po Bubince)

3 otulacze PUL one size Pupeko (po Bubince)
1 otulacz PUL one size na rzep Kokosi (po Bubince)

1 otulacz wełniany one size Ecodidi (po Bubince)

2 kieszonki tradycyjne one size na napy Little Penguin (po Bubince)
1 kieszonka tradycyjna one size na rzepy Little Penguin (po Bubince)
7 kieszonek z lamówką one size Little Penguin (po Bubince)
1 kieszonka one size na rzepy Mikulo (po Bubince)
1 formowanka z kieszonką one size Ecodidi (po Bubince)

 
10 wkładów z mikrofibry one size Little Penguin (po Bubince)
4 małe wkłady z mikrofibry Little Penguin (po Bubince)
23 pieluchy tetrowe (wiekowe)
9 pieluch flanelowych (wiekowe)

3 ręczniczki Ikea Nätcken (po Bubince)

2 myjki welurowe Mikulo (po Bubince)
1 myjka welur/dzianina Ecodidi (po Bubince)
4 myjki bambusowe Kokosi (2 po Bubince i 2 nowe)
1 myjka welurowa Baby Jungle (nowa)
1 myjka welurowa Pupeko (nowa)
1 mata do przewijania Hip Hip Baby
1 siatka do prania pieluch Nature Babies
1 worek PUL na brudne pieluchy Little Penguin

Sporo tego, wiem, ale jak już wpadłam w szał zakupów, to ciężko było się oprzeć tym kolorowym i mięciutkim maleństwom ;) Jeszcze ma do mnie dotrzeć 10 myjek welurowych Mikulo i to już będzie wszystko.

Prócz wielorazówek zaopatrzyłam się w paczkę pieluch jednorazowych Dada 1, żeby mieć do szpitala. A przy okazji pobytu w Niemczech zrobiliśmy zapas naszych ulubionych chusteczek nawilżanych Hipp Ultra Sensitiv. Mamy tego cztery czteropaki ;)

piątek, 13 czerwca 2014

Odpieluchowanie

Przedwczoraj Bubinka skończyła 29 miesięcy i można powiedzieć, że się odpieluchowała! Tzn. jeszcze do spania i na dłuższe wyjścia zakładam jej pieluchę, ale coraz częściej ściągam potem suchą, więc wygląda na to, że i na te okoliczności nie będzie ona potrzebna.

Już rok temu, kiedy pisałam o pieluszkach, anonimowi komentatorzy próbowali wmówić mi, że 16-miesięczne dziecko, to już powinno być wysadzane na nocnik. Ja jednak upierałam się przy twierdzeniu, że to za wcześnie. Że raczej w okolicach drugich urodzin, a nawet jeśli później, to tragedii nie będzie. Dziecko, tak jak do osiągnięcia innych umiejętności, tak i do tego musi po prostu dojrzeć. W swoim tempie. Na ten czas jeszcze Bogusia wykazywała ogromną niechęć do nocnika, powiedziałabym nawet, że panikę. Nie sygnalizowała potrzeby wypróżniania, w ogóle tak, jakby nie wiedziała o co chodzi. Co więc będę na siłę dziecko na nocniku przetrzymywać?

Jednak kiedy minęły drugie urodziny córki doświadczyłam ogromnej presji otoczenia. W przeciągu kilku kolejnych dni usłyszałam kilkakrotnie pytanie, czy Bogusia jeszcze nosi pieluchy. I z każdym takim pytaniem i z każdą "dobrą radą" czułam się jak zła matka, co to zaniedbuje dziecko, bo ono już przecież powinno a jeszcze nie ogarnia. I choć wiedziałam, że nie mam się czym przejmować, to jednak to mnie dotykało, że ktoś podważa moje matczyne kompetencje.

Po jakimś czasie temat nocnika ucichł, ale mnie powoli zaczynało już to męczyć. Zaobserwowałam jednak, że Bubinka robi postępy. Zaczęła zwracać uwagę na to, że robi lub właśnie zrobiła siku w pieluchę. Kiedy zrobiła kupę, od razu wołała, żeby przebrać. Interesowała się, jak inni załatwiają te sprawy. Wiedziała, że mama, tata, babcie, dziadkowie, ciocie itd. załatwiają się do toalety. Dorotka też do toalety albo do nocnika. A Buba? "A Buba nie ce!" Wciąż panicznie reagowała na propozycję nocnika, ale widać było, że oswajała się z tą myślą.

Wreszcie trzy tygodnie temu nadeszły ciepłe dni, zaproponowałam Bogusi, żeby zamiast pieluchy założyć majtki. Zgodziła się od razu. Wytłumaczyłam jej, że teraz musi wołać, jak będzie jej się chciało siusiu. W przeciwnym razie wszystko będzie mokre, i majtki i spodenki i podłoga. Zgodziła się. Pierwsze dwa dni było ciężko. Kałuże co chwila i niechęć do nocnika, którą udało się pokonać przez oglądanie bajek z telefonu podczas posiedzeń. Kolejne dwa dni już bez kałuż, tylko bieliznę często musiałyśmy zmieniać, bo mała po zrobieniu kilku kropek w majtki orientowała się o co chodzi i wołała na siku. A raczej wołała: "Mamo, ja nie chcę siku. Tylko przebrać." Jednak zabierałam ją do ubikacji i robiła resztę. Piątego dnia już fajnie wołała zanim zmoczyła majtki i bajki na nocniku też były już niepotrzebne. Od tamtej pory nie było wpadek. Ba, po tygodniu już niemal pełna samoobsługa. Mała nawet nie woła na siku, tylko sama idzie do łazienki, zdejmuje majtki, załatwia się, podciera się, ubiera majtki, wylewa zawartość nocnika do toalety, myje i wyciera ręce. Przy kupce potrzebuje kogoś do wytarcia pupy, no i do spłuczki jeszcze sama nie sięgnie.

Trochę czasu zajęło jej przekonanie się do korzystania z publicznej toalety albo robienia pod krzaczek. Teraz i z tym już nie ma problemu. Mogę więc uspokoić dziadków, ciocie "dobra rada" i zatroskanych anonimów, że Bogusia opanowała tę trudną sztukę wprawdzie później niż oczekiwano, ale za to w mig zatrybiła o co chodzi. Mam więc teraz nieco odpoczynku od prania pieluch, ale już niebawem znów się zacznie ;) W kolejnej notce pochwalę się noworodkowym stosikiem pieluszkowym dla naszego maleństwa.

czwartek, 5 czerwca 2014

Ciąża 1 vs. ciąża 2 - porównanie II trymestru

Drugi trymestr minął jak z bicza strzelił. Trzeci też już pędzi jak szalony. Pora więc na kolejne podsumowanie mojego samopoczucia i dolegliwości z dwóch ciąż.

Drugi trymestr pierwszej ciąży zaczął się od codziennych bólów głowy. Po chronicznym zmęczeniu, licznych wizytach w toalecie i potwornych mdłościach nadszedł czas na coś jeszcze gorszego. Ból głowy nawiedzał mnie niemal codziennie przez cały czwarty i część piątego miesiąca. To ja już wolałam te mdłości... Nie inaczej było i tym razem. Głowa bolała prawie dzień w dzień przez miesiąc. Na szczęście w piątym miesiącu minęło i ból głowy pojawiał się sporadycznie. Za to przyszedł ból żeber trwający kilka dni. W ciąży z Bogusią ból pleców i żeber pojawił się pod koniec drugiego trymestru i bardzo mi doskwierał do końca ciąży.

Wspomniałam w poprzednim porównującym wpisie, że w pierwszej ciąży szybko powiększyły mi się piersi. Stało się to dla mnie bardzo nieprzyjemne w drugim trymestrze. Piersi były duże, pełne, ciężkie a skóra na nic mocno napięta, że aż sinoczerwona, zaogniona i swędząca. To chyba cud, że nie pojawiły się na niej rozstępy. Staniki wymieniałam na nowe dwa razy, bo tak szybko powiększał się mój biust. Wreszcie przez ból żeber musiałam zrezygnować z biustonoszy z fiszbinami i przejść na sportowe modele, bo najzwyczajniej te druty mnie uwierały. Tym razem biust powiększył mi się tylko o dwa rozmiary i to dopiero w drugim trymestrze. Skóra nie swędzi, nie jest mocno napięta. Zaopatrzyłam się już w nowe biustonosze, na razie moje ulubione usztywniane na fiszbinach. Mam nadzieję, że mi posłużą dłużej.

W ciąży z Bogusią pierwsze nieśmiałe ruchy poczułam w 16. tygodniu. Tym razem one pojawiły się już w pierwszym trymestrze, o czym już wspomniałam w poprzednim wpisie. Teraz maleństwo już porządnie kopie, wierci się, rozciąga. Póki co ruchy te są bardzo wyraźne, ale jeszcze nie bolesne. 

Nocne ataki głodu nawiedzające mnie pod koniec pierwszego trymestru trwały i do połowy drugiego. Później ustąpiły, ale za to pojawiła się zgaga. Zgaga nawiedza mnie wieczorami, gdy się położę. Gdy leżę, szczególnie na plecach, mam też trudności w oddychaniu. Czuję, że mnie zaciska i muszę zmienić pozycję. Po posiłkach mam też uczucie wzdęcia. Mam wtedy wrażenie, że zaraz brzuch mi pęknie jak balon. To akurat podobnie jak w pierwszej ciąży. Wokół pępka pojawiły się drobne błyszczące pręgi, chyba rozstępy. Zauważyłam je już pod koniec poprzedniej ciąży, teraz są jakby wyraźniejsze i jest ich więcej. Staram się codziennie smarować brzuch, bo bez nawilżania skóra tak swędzi, że zwariować można.

Z podobnych dolegliwości w drugim trymestrze obu ciąż doskwierał mi trądzik, krwotoki z nosa, osłabienie i zawroty głowy. Słabo mi się robi, gdy muszę dłużej stać, szczególnie w dusznych pomieszczeniach. Zwykle w kościele mam problem, żeby wystać i czasem muszę usiąść albo nawet wyjść, żeby nie zemdleć. Doszły też skurcze łydek, choć teraz są słabsze niż w poprzedniej ciąży.

Generalnie czuję się bardzo dobrze. Powiedziałabym, że nawet lepiej niż poprzednim razem. Pewne dolegliwości są, ale tym razem o mniejszym natężeniu. Mam więcej energii i siły. Nie męczę się tak. Mogę zajmować się wszystkimi obowiązkami, mogę nosić Bogusię w chuście, być aktywną fizycznie. I libido też dopisuje. Cieszę się, że tak dobrze to przechodzę. Nie wyobrażam sobie, jak miałabym funkcjonować zmuszona do leżenia. Oby ciąża nadal przebiegała tak dobrze.

Ciąża rozwija się prawidłowo. Wszystkie badania idealne. Na połówkowym USG maleństwo miało wszystkie parametry dobre, ważyło ok. 580 g i okazało się być prawdopodobnie (choć nie do końca pewnie) dziewczynką. Zatem robocze imię Albert zostało zmienione na robocze imię Jadzia. Czekam teraz jeszcze dwa tygodnie na kolejne USG i jestem ciekawa, czy ta informacja się potwierdzi, czy będziemy mieć drugą córeczkę, czy może jednak będą jaj i będzie Albert. Ja wpadłam w wir przygotowań, sprzątam chatę, segreguję ciuszki, kompletuję pieluszkowy stosik i coraz częściej myślę o naszym życiu z dwójką. Lubię robić sobie poobiednią sjestę, położyć się na wersalce i patrzeć na falujący brzuch. Bogusia też często podchodzi do mnie, głaszcze brzuch, przytula go i mówi, że kocha Jadzię :) Wspaniała starsza siostra!