W poprzednim poście podzieliłam się z Wami bzdurami, które można znaleźć w popularnych publikacjach dla rodziców. Poradniki bywają bardzo pomocne, ale pamiętajmy, że nie należy ślepo przyjmować wszystkiego, co w nich piszą. Każdy swój rozum ma i warto zawsze krytycznie podchodzić do tego, co czytamy, co słyszymy, co oglądamy. W rodzicielstwie najważniejsza jest intuicja, ona wiele podpowie i warto jej zaufać a poradnikami można się jedynie posiłkować.
Tyle tytułem wstępu, bo dziś chcę zająć się krótkim materiałem filmowym. Miesiąc temu na kanale National Geografic był program "Polskie Fabryki: Nestlé Gerber". Niestety nie widziałam go i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powtórzą, bo po obejrzeniu zajawki aż chcę zobaczyć, jakie triki manipulacyjne zastosowali w całym filmie. Ale teraz uczepię się samego trajlera. Filmik trwa minutę a działa na podświadomość ogromnie. Dlatego powtórzę się: ważne jest krytyczne podejście do wszystkiego co oglądamy. Otwórzcie oczy i umysły!
Na początku po ekranie przewijają się słoiczki z daniami Gerber. Następnie pojawia się pan w eleganckim garniturze, idealnie wyprasowanej koszuli i odpowiednio dobranym krawacie. To Tomasz Retmaniak, dyrektor Nestlé Nutrition, który, na tle wielkiego napisu Nestle Nutrition i kilku statuetek mówi taki tekst: "Wszystko co robimy, robimy z myślą o dzieciach i ich rodzicach. Wiemy jak ważne jest żywienie niemowląt i małych dzieci i jak duży wpływ ma ono na ich dalszy rozwój." Piękny tekst! Dodatkowo Nestlé na każdym kroku podkreśla, że popiera stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczące wyłącznego karmienia piersią przez pierwsze sześć miesięcy życia dziecka. Jak więc to się ma do produkcji dań w słoiczkach oznaczonych po 4. miesiącu?
No, ale wróćmy do materiału filmowego. Na ekranie pojawia się pani Anna Rzeszotek, żywieniowiec Nestlé Gerber, która w hali produkcyjnej w odzieży ochronnej pokazuje nam czyste słoiczki i objaśnia, dlaczego porcje mają taką a nie inną wielkość. Zaraz potem dla kontrastu pokazany jest inny obrazek: Mama w domu gotuje obiad. Towarzyszy jej w tym kilkumiesięczny, może roczny berbeć siedzący w wysokim krzesełku. Maluch przygląda się, jak mama panieruje i smaży kotlety, później nakłada do miseczki ziemniaki, kawałki marchewki i schabowego w całości i podaje dziecku... Narrator mówi: "Wielu rodziców uważa, że domowe jedzenie jest dla dziecka najlepsze. Innego zdania są specjaliści w zakresie żywienia niemowląt. Według nich domowe posiłki są często za tłuste, nieodpowiednio przyrządzone a porcje są zbyt duże." A ja jestem ciekawa, która mama, przygotowując samodzielnie obiad dla swojego niemowlęcia, szykuje mu smażonego kotleta wielkości całej dłoni! Może są pojedyncze przypadki, ale chyba zdecydowana większość dba o to, by domowe obiady dla dzieci były lekkostrawne, zdrowe i o odpowiedniej wielkości.
I dalej widzimy słoiczki Gerber a narrator kontynuuje: "Najistotniejsze jednak jest to, że rodzice nie znają pochodzenia produktów, z których przygotowują dania. Produkty fabryki Nestle Gerber dają nam gwarancję, że porcje będą optymalne, składniki wyselekcjonowane a ich wartości odżywcze zaspokoją potrzeby żywieniowe dziecka." Filmik kończy klik otwieranego słoiczka i śmiech dziecka.
No to jeszcze dodam jaką mam pewność, że składniki, których używam do przygotowania posiłku są zdrowe, niepryskane, niefaszerowane hormonami itp. A no taką samą, jak wybierając słoiczek Gerber. Albo nawet większą, jeśli są to warzywa z mojego ogródka. Bo co do pochodzenia warzyw używanych w fabryce Gerber nie wiem nic. Kiedyś słyszałam, że marchew, która idzie
do słoiczków Gerber uprawiana jest w Bełku (gmina Czerwionka-Leszczyny)
na Górnym Śląsku. To jest kilka kilometrów ode mnie. Bełk czysty
ekologicznie nie jest, niedaleko jest Koksownia Dębieńsko, która tak
smrodzi i przy tym zanieczyszcza powietrze, że daje się we znaki
wszystkim. A jednak słyszałam, że właśnie w tym miejscu uprawiana
marchew trafia do słoiczków Gerbera. Mało tego, słyszałam też, że jest
ona obficie pryskana. Nie wiem, na ile to prawda, więc pytałam firmę
Gerber na ich fan page'u na Facebooku. Oni odpowiedzieli mi naokoło i przez
płotki, bełkocząc coś o parametrach, normach, ocenach, jakości itp.,
żeby w ostatnim zdaniu stwierdzić, że... nie mogą ujawnić swoich dostawców.
To ja już wolę marchew ze znanego a nie tajnego źródła. Według mnie jak
ktoś nie chce ujawniać źródła, to jest to co najmniej podejrzane.