Po tylu miesiącach spędzonych z dzieckiem w domu nadszedł czas, by pomyśleć też o sobie. Nie, to nie tak, że nie czuję się spełniona będąc z dzieckiem w domu. Wręcz przeciwnie!
Macierzyństwo to coś pięknego. Nie łatwego, ale fascynującego. Odkąd jestem mamą nabrałam większej pewności siebie. Nie jestem idealna, ale przecież nie ma ideałów. Jestem najlepszą mamą dla mojego dziecka i jestem tego absolutnie pewna. Na tym punkcie nie mam żadnych kompleksów.
Bycie z dzieckiem 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu nie jest łatwe. Wymaga poświęceń, rezygnacji z wielu spraw, określenia priorytetów. Wymaga przede wszystkim uważności na potrzeby tego małego człowieka. Uczy cierpliwości, ćwiczy w empatii, trenuje umiejętność słuchania i precyzyjnego wyrażania się. Nieraz miałam dość, nieraz było mi ciężko i chciałam od tego odpocząć. Ale z drugiej strony, te chwile są tak piękne i niepowtarzalne, że szkoda byłoby, żeby mnie ominęły. Cudownie jest widzieć, jak z dnia na dzień dziecko rośnie, rozwija się, nabiera nowych umiejętności, uczy się świata, z pasją odkrywa zjawiska dla nas dorosłych banalne i nieistotne... Będę tęsknić za tym czasem. Szczerze mówiąc niezupełnie chce mi się iść do pracy. Gdyby ktoś płacił mi za wychowywanie dziecka, to z przyjemnością zostałabym w domu jeszcze dłuuugo. Ale właśnie finanse mi na to nie pozwalają.
Nie żyjemy w skrajnej nędzy, ale delikatnie mówiąc nie przelewa nam się. Zasiłek rodzinny to upokarzająca jałmużna w porównaniu do wysiłku, jaki wkładam w dbanie o dziecko i dom. Dość mam żebrania u męża na drobne wydatki i tłumaczenia się z każdej wydanej złotówki. Brak własnych pieniędzy jest dla mnie upokarzający i to właśnie skłoniło mnie do szukania pracy.
Gdybym miała dokąd wracać, to pewnie wróciłabym wcześniej do pracy. Niestety powrót do poprzedniej firmy nie jest możliwy między innymi ze względu na dojazd. Gdybym miała z kim Bogusię zostawić, to też już pewnie wcześniej rozglądałabym się za jakimś zatrudnieniem. Niestety nie było takiej opcji. Ale teraz pojawiła się.
Klub Aktywnego Malucha "Widzi Misie" zaoferował nową formę opieki - opieka dzienna dla dzieci od 1. roku życia. Grzechem byłoby nie skorzystać. Bogusia przez te kilka miesięcy poznała już to miejsce i ludzi tam pracujących. Zawsze się cieszy, kiedy jedziemy "do dzieci". Uwielbia się tam bawić, więc jestem w miarę spokojna o proces adaptacji. Ja też czuję się tam jak w domu. Obie zżyłyśmy się z Klubem. Dzięki tej możliwości mogłam zacząć rozglądać się za pracą w Rybniku. No i znalazłam! Od 1. października zaczynam pracę. Przyznam, że nie jest to szczyt moich marzeń, ale na szczyt przecież się nie wskakuje tylko wchodzi małymi krokami. Jestem pełna optymizmu, bo wiem, że jak się bardzo chce, to marzenia się spełniają.
To nie jest tak, że hurraoptymizm mnie zalewa. Mam wiele obaw. Nie wiem, jak Bogusia zniesie te długie godziny rozłąki i to codziennie. Dotychczas przecież nie zostawiałam ją na tak długo (nie licząc sobót u dziadków). Nie wiem, czy będzie potrafiła zasnąć beze mnie w porze południowej drzemki. Nie wiem, jak ja to zniosę. Czy będę potrafiła skupić się na zadaniach i nie myśleć wciąż o córce? Nie wiem też jeszcze jak połączę pracę, wychowywanie dziecka, czas dla siebie, dla męża, obowiązki domowe, działalność społeczną, pisanie bloga itp. Jest to dla mnie ogromne wyzwanie. Ale ja się wyzwań nie boję. Przez ostatnie miesiące udało mi się wypracować plan dnia i tygodnia, który mi odpowiadał i pozwalał na dobrą organizację codziennych zajęć. Teraz będę musiała wszystko przeprogramować. Konieczne będzie większe zaangażowanie męża w sprawy domowe (gotowanie, sprzątanie). Niestety nie można mieć wszystkiego. Zawsze jest coś za coś. Trzymajcie kciuki!