czwartek, 26 września 2013

Przepis na gulasz wołowy na bogato

Jakiś czas temu zamieściłam tu przepis na sos pomidorowy (z mięsem mielonym) jako alternatywę dla sosiku Gerbera. No to dziś kontynuuję ten wątek kulinarny. Dzisiaj w opozycji do domowego gulaszu z warzywami i wołowiną Gerbera podaję przepis na gulasz inspirowany tym z książki "Bobas lubi wybór. Książka kucharska". To prawdziwie domowy gulasz a nie danie instant ze słoika i gulasz wołowy a nie gulasz z wołowiną. To z pozoru subtelna, ale w rzeczywistości zasadnicza różnica. Wystarczy spojrzeć na skład gulaszu Gerber: woda (użyta do przyrządzenia), ziemniaki (20%), marchewka (20%), wołowina (8%), groszek (4%), papryka (4%), skrobia kukurydziana, cebula, oleje roślinne (olej rzepakowy niskoerukowy, olej słonecznikowy), sól, natka pietruszki (0,1%). Nie wiem, jak Wam, ale mnie słowo gulasz kojarzy się przede wszystkim z mięsem a tu na pierwszym miejscu w składzie jest woda a mięsa jest zaledwie 8%.

No to teraz moja alternatywa. Przepis na gulasz wołowy na bogato.

Propozycja dla całej rodziny.

Składniki:
1 łyżka oleju rzepakowego
1 duża cebula pokrojona w półksiężyce
1 papryka dowolnego koloru, wypestkowanej i pokrojonej na ok. 3 cm paseczki
500 g chudej wołowiny, pokrojonej w kostkę
2-3 łyżeczki mielonej słodkiej papryki
szczypta mielonej papryki ostrej
3 łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżki mąki
szczypta startej gałki muszkatołowej
szczypta świeżo zmielonego czarnego pieprzu
około 350 ml wywaru z wołowiny lub warzyw
2 średnie pomidory, obrane ze skórki i grubo posiekane
pęczek natki pietruszki
3 listki laurowe
3 kulki ziela angielskiego
2 marchewki pokrojone w plastry 
łyżeczka suszonego tymianku
150 ml śmietany

Wykonanie:
Rozgrzej piekarnik do 160 st. C. Podgrzej olej w woku, wrzuć cebulę, paprykę i smaż póki nie zaczną mięknąć. Dodaj wołowinę i smaż póki nie zbrązowieje ze wszystkich stron. Posyp papryką mieloną (słodką i ostrą) i smaż przez minutę. Dodaj koncentrat pomidorowy, mąkę, gałkę muszkatołową, pieprz i gotuj jeszcze 3 minuty.
Dodaj połowę wywaru, pomidory, zioła i doprowadź do wrzenia. Mieszaj póki nie zgęstnieje. Dolej resztę wywaru i wrzuć marchewkę. Podgotuj jeszcze minutkę. Przelej całość do żaroodpornego naczynia z pokrywką i piecz w piekarniku ok. 90 minut.
Przed podaniem usuń ziela angielskie i liście laurowe. Dodaj śmietanę i wymieszaj. Dobrze smakuje z kluseczkami, młodymi ziemniakami, grubym makaronem, ryżem lub kaszą jęczmienną oraz warzywami.

Uwagi:
1. Przed przelaniem gulaszu do naczynia żaroodpornego dodaję marchewkę. Nie jest to konieczne. Można też dodać inne składniki (np. ziemniaki, groszek) wedle uznania.
2. Przed podaniem zabielam gulasz śmietaną, ale nie jest to konieczne. Ja w kuchni używam właściwie jedynie śmietany Łaciatej 30%, ale można dodać inną, np. 18%.

Smacznego!

poniedziałek, 23 września 2013

Zmiana fotelika samochodowego

Kiedy zmienić pierwszy fotelik samochodowy na większy?

- Kiedy dziecko samo siedzi?
- Kiedy dziecko przekroczy 9 kilo?
- Kiedy dziecku wystają już nóżki?
- Kiedy dziecko skończy roczek?

Nie, nie i jeszcze raz nie! Mądre głowy mówią (i ja się z nimi zgadzam), że nie ma się co spieszyć ze zmianą fotelika na większy. Są jasno określone kryteria, kiedy należy to zrobić. W przypadku foteli 0-13, fotel nadaje się do wymiany, gdy:
- czubek głowy dziecka wystaje ponad obrys fotelika
- nie da się poprawnie zapiąć pasów
- dziecko przekroczyło wagę przypisaną do danego fotela
Bubinka na początku jeździła w foteliku 0-10, który kupiliśmy w komplecie z wózkiem. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dziś nie popełniłabym tego samego błędu. Jakoś krótko po pierwszych urodzinach trzeba było go wymienić, gdyż córka przekroczyła wagę 10 kg. Cóż zrobić? Żeby kupić nowy fotelik, musieliśmy najpierw kupić nowe auto. Stary grat nadaje się na złom, więc nie było sensu dopasowywać fotel do niego, żeby potem kupować kolejny dopasowany do nowego auta. Niestety zakup samochody się odwlekał a fotelik jakiś mała musi mieć. Szczęśliwie moja siostrzenica kilka miesięcy wcześniej przesiadła się do większego tronu, więc pożyczyliśmy od niej fotelik z kategorii 0-13. Niewielka zmiana, ale jednak miejsce na dodatkowe 3 kilogramy się znalazło. No i tak Bogusia podróżowała w popularnym "nosidełku" do teraz.

Wiele osób się dziwiło, że jeszcze w tym małym foteliku jeździ. "Ona się tam jeszcze mieści?" pytali i martwili się przede wszystkim brakiem miejsca na nóżki. Ano mieści się a nóżki układa sobie tak jak jej wygodnie. Nie przekroczyła 13 kg. Głowa już wprawdzie na styk, ale jeszcze nie wystaje poza obrys fotelika. Jedynie z pasami robił się problem, bo wychodziły dużo poniżej linii ramion, prawie przy łopatkach a to już kwalifikuje do zmiany.

Rozmyślania nad nowym fotelikiem trwały już dłuuuuugo. Jeszcze przed roczkiem zaczęłam interesować się tematem i jedyne co wiedziałam, to to, że z pewnością będzie to opcja tyłem do kierunku jazdy. Jak najdłużej tyłem! Dla bezpieczeństwa. Zamarzył mi się model BeSafe Izi Combi X3, ale jego cena zwalała mnie z nóg. Bubinka z okazji roczku zebrała niemałą kwotę, która miała być przeznaczona właśnie na ten cel. Wprawdzie bliżej już do drugich urodzin, ale dopiero niedawno kupiliśmy nowy-używany samochód. Więc i na fotelik przyszedł czas. Na szczęście dowiedziałam się, że córka znajomej właśnie wyrosła z mojego wymarzonego "bisejwa" i chcą sprzedać za połowę ceny nowego. Kupno używanego fotelika to ryzyko, ale ten pochodzi z wiarygodnego źródła, więc wiem, że ma nie więcej niż 3 lata i nie uczestniczył w żadnym wypadku ani kolizji. Idealnie też pasuje do naszego auta. No więc wreszcie nadeszła wiekopomna chwila i dokładnie wczoraj, w wieku 20 miesięcy i 11 dni, nasza córka przesiadła się do nowego fotelika. Odbyła już w nim podróż do Ustronia i z powrotem. Chyba jej się spodobał, bo przespała całą drogę. Ja też jestem zadowolona i mogę odłożyć rozmyślania o kolejnym foteliku na następne 2 lata :)

sobota, 21 września 2013

Do przemyślenia...

Dziś krótko. Doskwiera mi ostatnio brak czasu i nie najlepsze samopoczucie, ale żebyście nie zapomnieli o Bubinkowie, choć kilka słów piszę. Zaczęłam czytać "Wychowanie bez nagród i kar" Alfie Kohna. Książka wciąga. Sama idea też mnie bardzo przekonuje. Dziś więc cytat ze wstępu tej książki:

"Kłopoty rodziców biorą się między innymi stąd, że całą swoją energię kierują na przezwyciężanie oporu dzieci i zmuszanie ich, by robiły to, co im się każe. Jeżeli nie są dość przezorni, szybko staje się to ich podstawowym celem. Niestety, bardzo łatwo zamienić się w rodzica, który ponad wszystko ceni sobie potulność i posłuszeństwo swoich dzieci."

Alfie Kohn "Wychowanie bez nagród i kar", str. 6

sobota, 14 września 2013

Mama wraca do pracy

Po tylu miesiącach spędzonych z dzieckiem w domu nadszedł czas, by pomyśleć też o sobie. Nie, to nie tak, że nie czuję się spełniona będąc z dzieckiem w domu. Wręcz przeciwnie!

Macierzyństwo to coś pięknego. Nie łatwego, ale fascynującego. Odkąd jestem mamą nabrałam większej pewności siebie. Nie jestem idealna, ale przecież nie ma ideałów. Jestem najlepszą mamą dla mojego dziecka i jestem tego absolutnie pewna. Na tym punkcie nie mam żadnych kompleksów.

Bycie z dzieckiem 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu nie jest łatwe. Wymaga poświęceń, rezygnacji z wielu spraw, określenia priorytetów. Wymaga przede wszystkim uważności na potrzeby tego małego człowieka. Uczy cierpliwości, ćwiczy w empatii, trenuje umiejętność słuchania i precyzyjnego wyrażania się. Nieraz miałam dość, nieraz było mi ciężko i chciałam od tego odpocząć. Ale z drugiej strony, te chwile są tak piękne i niepowtarzalne, że szkoda byłoby, żeby mnie ominęły. Cudownie jest widzieć, jak z dnia na dzień dziecko rośnie, rozwija się, nabiera nowych umiejętności, uczy się świata, z pasją odkrywa zjawiska dla nas dorosłych banalne i nieistotne... Będę tęsknić za tym czasem. Szczerze mówiąc niezupełnie chce mi się iść do pracy. Gdyby ktoś płacił mi za wychowywanie dziecka, to z przyjemnością zostałabym w domu jeszcze dłuuugo. Ale właśnie finanse mi na to nie pozwalają.

Nie żyjemy w skrajnej nędzy, ale delikatnie mówiąc nie przelewa nam się. Zasiłek rodzinny to upokarzająca jałmużna w porównaniu do wysiłku, jaki wkładam w dbanie o dziecko i dom. Dość mam żebrania u męża na drobne wydatki i tłumaczenia się z każdej wydanej złotówki. Brak własnych pieniędzy jest dla mnie upokarzający i to właśnie skłoniło mnie do szukania pracy.

Gdybym miała dokąd wracać, to pewnie wróciłabym wcześniej do pracy. Niestety powrót do poprzedniej firmy nie jest możliwy między innymi ze względu na dojazd. Gdybym miała z kim Bogusię zostawić, to też już pewnie wcześniej rozglądałabym się za jakimś zatrudnieniem. Niestety nie było takiej opcji. Ale teraz pojawiła się.

Klub Aktywnego Malucha "Widzi Misie" zaoferował nową formę opieki - opieka dzienna dla dzieci od 1. roku życia. Grzechem byłoby nie skorzystać. Bogusia przez te kilka miesięcy poznała już to miejsce i ludzi tam pracujących. Zawsze się cieszy, kiedy jedziemy "do dzieci". Uwielbia się tam bawić, więc jestem w miarę spokojna o proces adaptacji. Ja też czuję się tam jak w domu. Obie zżyłyśmy się z Klubem. Dzięki tej możliwości mogłam zacząć rozglądać się za pracą w Rybniku. No i znalazłam! Od 1. października zaczynam pracę. Przyznam, że nie jest to szczyt moich marzeń, ale na szczyt przecież się nie wskakuje tylko wchodzi małymi krokami. Jestem pełna optymizmu, bo wiem, że jak się bardzo chce, to marzenia się spełniają.

To nie jest tak, że hurraoptymizm mnie zalewa. Mam wiele obaw. Nie wiem, jak Bogusia zniesie te długie godziny rozłąki i to codziennie. Dotychczas przecież nie zostawiałam ją na tak długo (nie licząc sobót u dziadków). Nie wiem, czy będzie potrafiła zasnąć beze mnie w porze południowej drzemki. Nie wiem, jak ja to zniosę. Czy będę potrafiła skupić się na zadaniach i nie myśleć wciąż o córce? Nie wiem też jeszcze jak połączę pracę, wychowywanie dziecka, czas dla siebie, dla męża, obowiązki domowe, działalność społeczną, pisanie bloga itp. Jest to dla mnie ogromne wyzwanie. Ale ja się wyzwań nie boję. Przez ostatnie miesiące udało mi się wypracować plan dnia i tygodnia, który mi odpowiadał i pozwalał na dobrą organizację codziennych zajęć. Teraz będę musiała wszystko przeprogramować. Konieczne będzie większe zaangażowanie męża w sprawy domowe (gotowanie, sprzątanie). Niestety nie można mieć wszystkiego. Zawsze jest coś za coś. Trzymajcie kciuki!

czwartek, 12 września 2013

Bubinkowe postępy

Bogusia ma 20 miesięcy, mówi pełnymi zdaniami, rozróżnia kolory i liczy do pięciu... No dobra, nie do końca tak, ale praaaawie ;)

Bogusia skończyła wczoraj 20 miesięcy. Ależ ten czas leci! Rozgadała nam się panna na całego. Już nie zliczę, ile słów ona zna i używa. Łączy je w proste zdania a te zdania w dłuższe wypowiedzi, np. rano: "Tata? Nie ma taty. Poszed pacy." Potem przy śniadaniu: "Mama! Lało picie. Wyczyć. Nie ma wody. Jesce wody lalać, pojose." a po jedzeniu: "Budne jąćki kaszki. Umyć jąćki." Później: "Na wól, bawić pachu!" i tak cały dzień.

Kolorów Bubinka zna pięć: zielony, żółty, niebieski, czerwony i różowy. Wie, że to są kolory a nie np. kształty. Potrafi je wymówić (zielony, ziuty, niebeski, czewony, juziowy). Jednak nie potrafi ich rozróżnić. Jak się ktoś spyta, jaki to kolor, Buba wymienia któryś z powyższych pięciu, choć niekoniecznie prawidłowo.

Córka moja zna też liczby od jeden do pięć. Potrafi je wymówić, czasem nawet w kolejności: (jeden, dwa, tsi, tely, pieć), Jednak nie liczy, tzn. jak się jej pokaże kilka palców i spyta, ile to jest, to odpowie, choć nie zawsze poprawnie. Czasem udaje, że liczy - wskazuje na pojedyncze przedmioty i mówi: "dwa, tsi, dwa..."

No to się pochwaliłam ;)

wtorek, 10 września 2013

WAŻNE! Obwieszczenie! WAŻNE!

Kochane!
Wraz z Anią Świderską z bloga Apartament 44, Ewą Muszyńską z bloga Piegami do góry oraz Małgosią Muras z Klubu Aktywnego Malucha Widzi Misie poszukuję blogujących (na dowolny temat) mam z Rybnika i okolic do pewnego przedsięwzięcia. Jeśli jesteście zainteresowane wpiszcie adres bloga i miejscowość w komentarzu pod tym wpisem. 
Z góry dziękujemy!

niedziela, 8 września 2013

Mity na temat karmienia piersią cz. 4

W naszym społeczeństwie krąży wiele mitów na temat karmienia piersią. Co jakiś czas na łamach bloga rozprawiam się z najpopularniejszymi mitami. Było już o tym TU, TU i TU. Dziś pora na kolejne dwa.

Mit nr 7: Trzeba odstawić dziecko od piersi kiedy mama wraca do pracy.

Wiele mam wracając do pracy decyduje się odstawić dziecko od piersi. Nie jest to jednak konieczne. Moja mama 16 lat temu urodziła moją najmłodszą siostrę. Po urlopie macierzyńskim, który trwał wtedy chyba cztery miesiące, wróciła do pracy na pełny etat. Korzystała z prawa do przerwy na karmienie i przyjeżdżała na godzinę do domu, żeby nakarmić dziecko. Karmiła piersią później jeszcze rok. Dla mnie jest żywym, namacalnym i najbliższym mi przykładem, że można. Wiadomo, że nie każda mama może dojeżdżać z pracy do domu na karmienie, ale są inne wyjścia. Można mleko odciągnąć, można też w czasie, gdy mama jest w pracy, podawać dziecku inne posiłki. Siedmiomiesięczne niemowlęta świetnie poradzą sobie nawet 10 godzin bez mleka. Choć może być tak, że przez jakiś czas pociecha będzie sobie odbijała czas rozłąki przez wieczorne i nocne sesje piersiowe. Teraz wydłużono urlop rodzicielski i mama, jeśli chce, może zostać z dzieckiem nawet rok. Po roku dziecko już je więcej stałych pokarmów, więc powrót do pracy nie powinien już w ogóle przeszkadzać w kontynuacji karmienia piersią.

Zachęcam też do przeczytania postu Mamy Kangurzycy na ten temat.

Mit nr 8: Trzeba odstawić dziecko od piersi kiedy zajdzie się w ciążę.

Na pierwszej po porodzie wizycie u ginekologa wymieniłam z nim kilka zdań na temat karmienia piersią. Pan doktor był oczywiście za karmieniem naturalnym, ale kiedy powiedziałam, że zamierzam karmić jak najdłużej, kazał mi doprecyzować jak długo, bo sześciolatek przy piersi już mu nie pasował. Zbyłam to milczeniem. Bogusia miała wtedy jakieś 7 tygodni, więc co będziemy gdybać, czy ssać pierś będzie do czasu pójścia do szkoły czy dłużej ;) Ginekolog powiedział też, że gdybym zaszła w kolejną ciążę, to powinnam odstawić córkę od piersi, gdyż karmienie powoduje skurcze macicy, co grozi poronieniem. Jak się później dowiedziałam, jest w tym ziarnko prawdy, ale nie do końca.

Ssanie piersi pobudza wydzielanie oksytocyny, która może powodować lekkie skurcze macicy. Nie są one jednak groźne dla fizjologicznej ciąży. Jak najbardziej można nadal karmić dziecko piersią. Przeciwwskazaniem mogą być wcześniejsze poronienia lub porody przedwczesne, plamienia i krwawienia z dróg rodnych, przedwczesne skurcze, spadek masy ciała, ciąża wysokiego ryzyka, nieprawidłowości w jej przebiegu czy rozwoju dziecka w łonie. Jeśli jednak ciąża przebiega prawidłowo, a mama czuje się dobrze, może kontynuować karmienie.

Czasem dziecko samo odstawia się od piersi ciężarnej mamy. Mniej więcej w połowie ciąży zaczyna się syntetyzowanie mleka dla dziecka, które ma się narodzić. Może to spowodować zmianę smaku mleka i zmniejszenie jego ilości, co może nie podobać się maluchowi. Nie każdemu to jednak przeszkadza i bywa, że mama karmi całą ciążę a po porodzie dwoje dzieci jednocześnie.